Nie rejestrujemy się na forum, bo nie chcemy podawać naszej daty urodzin.
Nie czytamy instrukcji nadesłanych w e-mailu, bo trzy zdania instrukcji są schowane między 40 stronami prawniczego żargonu (śmieci).
Na lotniskach jesteśmy zestresowani, bo każdy ochroniarz patrzy na nas jak na kryminalistę, a w za drogich sklepikach każdy patrzy nam non stop na ręce.
Nie dajemy “jednego procentu” bo nasz znajomy kiedyś dał i się później dowiedział, że fundacja była jedynie przykrywką wielkiego krzaku okradającego ufnych/naiwnych ludzi.
Odbieramy telefon i słyszymy, że fabryczna gwarancja na nasz samochód właśnie wygasła… choć auta nie mamy.
Marketingowcy nas spamują, okłamują, oszukują, śmiecą nam w życiu i cały czas starają się od nas wyciągnąć nasze złotówki. Mamy tego po uszy!
no i co?
ano… Nawet jeśli to coś ważnego – nie dzwoń do mnie, bo nie odbiorę. Nawet jeśli rzecz jest delikatna i bardzo ważna – nie przeczytam instrukcji. A jeśli byś, nie daj Bóg, chciał mi podesłać coś, o co nie prosiłem… dodam cię do permanentnego spamu. Sceptycyzm jest tak naturalny, że nawet jeśli masz szczerze piękne i filantropijne intencje, nikt tobie nie wierzy.
Dzięki tej samolubnej, bądź co bądź, sprzedażowej polityce, ominęło nas wiele bardzo bardzo wiele