Byle idiota z prawkiem się nada
Chciałbyś zbić grubą kasę nic nie robiąc? Idź w ślady Luca Bessona. Zainwestuj w trylogię. Włóż dużo kasy i starań w część pierwszą, a potem wyprodukuj dwie kolejne, najlepiej używając ujęć z pierwszej.
Zasiadając do najnowszego filmu z Jasonem Stathamem wiedziałem, że wiele nie dostanę. Jednak po przygodzie z super rozrywką Death Race, w sercu moim biło tętno nadziei, że i ten film będzie miłym spędzeniem czasu. Myślałem, że się fajnie pościągają, że będzie znowu trochę humoru, że Frank Martin będzie prawdziwym facetem. Oczekiwałem “the transporter” a dostałem “transporter 3″.
Nakręcanie trzeciej części filmu samo przez się jest ryzykownym krokiem. Historia nam mówi, że sequelle są zawsze gorsze od oryginału, i że aby wyprodukować część trzecią, to na prawdę trzeba mieć zaplecze. The transporter i potem Transporter2 pasowały do kanonu filmów typu Death Race czy Ultra Violet. Były ciekawą rozrywką dającą chwilowe zadowolenie spowodowane wylasowaną mózgownicą. Transporter3 natomiast jest już bezpłciowym serialem z kręgu “W11-zakochamy się”.
Główny bohater jak zwykle jest wplątany w coś tam. Musi zasiąść przed kierownicą i posunąć przed siebie. Tym razem, musi doręczyć jakąś dziewczynę do terrorysty, który chce użyć jej jako asa w szantażu. Jest to najbardziej na kolanie napisany scenariusz jaki w ciągu ostatnich 2 lat widziałem. Po pierwsze przed chwilą wyszedł film o identycznej misji “Babylon A.D.” A po drugie, koleś który ma pieniądze na wszystko, który może porwaną dziewczynę przewieść samolotem, wynajmuje kierowcę, aby ten ulicami przewiózł towar. To tak jakby oglądać Władcę Pierścieni i na końcu zdać sobie sprawę, że mogli przelecieć całą trasę orłem z pierwszych scen pierwszej części. Ale cała opowieść kupy się nie trzyma i nie będę ich wymieniać ponieważ film chciał wejść do grupy filmów z rodziny Crank czy Snatch.
Poprzednie części Transportera przedstawiły Franka Martina nieugiętego, bez skrupułów, kochającego jedynie swój samochód. W tej części zakochuje się on w dziewczynie, którą przewozi. Scenariuszo-pisarz na prawdę był kiepski. Napisał film o wybuchach, których jedynym usprawiedliwieniem jest na siłę wstawiona kobieta, która potrafi mówić jedynie o jedzeniu i o tym co by zjadła. Ale przyjmijmy, że każdy się zakocha w brzydko-rudej, od tygodnia niemyjącej się dziewczynie, jeśli będzie musiał ją wąchać przez kilkadziesiąt godzin. Czy to jest wystarczający powód aby Rambo brał udział w scenach miłosnych? Czuję się, jakby mojego dobrego kolegę zgwałciło kilku grubych facetów.


True, true…. żeby ta laska chociaż urodziwa była, a nie tak bardzo wesołego diabła przypominała (z intelektem na poziomie przeciętnego komara powodującym nieodpartą chęć wyrzucenia jej z samochodu) ;)