Just Junk It
Mówi się, nie ważne czy coś się udało bo “liczą się intencje”. I choć jest w tym odrobinka prawdy, to muszę stanowczo powiedzieć NIE. Intencje nie mają znaczenia, jeśli rezultat jest beznadziejną klapą.
(Do tego wpisu natchnął mnie parę dni temu półgłupkowaty film “Mystery Men“.)
Nie jest to najinteligentniejszy film (ani aktor) na świecie… Prawdę mówiąc, gdyby nie stosunkowo wysoki poziom Johny Walkera w mojej krwi, to bym nawet nie odważył się tego filmu uruchomić, ale ta scena do mnie przemówiła. Od lat znamy Nike’owy “just do it”. Ale nigdy to do mnie nie docierało, aż do teraz…
Sukces, jak odnieść sukces…
Żeby można było “stawać w konkursie o sukces”, trzeba najpierw mieć czym się pochwalić. Chodzi o to, że sukces odnosi się tylko wtedy, gdy ma się coś wykonanego, skończonego.
Przez wiele lat byłem zauroczony programowaniem. Uwielbiałem tworzyć nowe rzeczy. Ale bardzo rzadko doprowadzałem je do końca. Dopiero gdy zacząłem zarabiać na tym co tworzę poczułem euforię wywołaną dobrze wykonanym skończonym projektem. Zrozumiałem, że “kończenie to podstawa sukcesu“.
No ale żeby można było coś zakończyć, to trzeba to najpierw rozpocząć. Ergo “początek to podstawa sukcesu“.
Powyższe wykluczające się/uzupełniające się idee zmusiły mnie do zastanowień. Logicznie patrząc, nie można skończyć pracy, której się nie rozpoczęło. I tak samo, nie można pracy rozpoczynać, jeśli nie ma się zamiaru jej kończyć. Więc jak sprawić, aby sukces zaczynania-kończenia doprowadzić do radosnego końca?
- “Obiad rozpocznij surówką, zakończ mięskiem.” Zrób listę kroków, rzeczy, które musisz wykonać aby dany projekt zakończyć i na początku zrób te najnudniejsze, najżmudniejsze, najgorsze elementy. A potem przejdź do spraw przyjemnych.
- “Spiesz się powoli“, podziel pracę na drobne elementy. Na kęsy, które możesz wykonać “na jednym wdechu”. Odhaczanie wykonanych prac jest bliskie szczytowaniu.
- “Oddychaj“, rób sobie przerwy. Nie jesteś rybą, która może non stop być w wodzie.
- “5 minutes“, przy każdym zadaniu które masz spisane, dopisz jak długo możesz na nim pracować. Szybko się przekonasz, że czas przewidziany to dwa dni wolnego.
- “Kosmos jest tam, nie tu“, nie pozwól na puste przebiegi. Każdego dnia rano “po modlitwie” zadaj sobie pytanie: Co chce dziś osiągnąć (co chcę dziś wykonać)? I zrób to!
- Bloguj, cholera, bloguj… Nie na blogu, broń Boże. Kup sobie 100 kartkowy zeszyt i wieczorem “przed paciorkiem” spisz wszystko to, czego danego dnia dokonałeś. Na początku może być pustawo, ale później będziesz mieć wspaniały homeopatyczny motywator na dni depresji!
- “Just Junk It“, po prostu, do kroćset, weź dupę w troki i do roboty!
A ty jak się motywujesz?


“A ty jak się motywujesz?”
Idę do iSpotu pooglądać MacBooka :)