Czwartek, 09. Września 2010 Kanał RSS


M jak mamusia

wtorek, 16. Grudzień 2008 film

ico 007 M jak mamusiaOstrzegam, i przyjmijcie to do serca, 22. James Bond po raz ostatni przeżył katastrofę. Jeśli autorzy tej farsy nie zastanowią się nad tym co robią, to 23 część już nie spotka się z tak wyśmienitymi recenzjami.  “Quantum of Solace” (czyli: “Kwant Pocieszenia”) jest najgorszym dotychczasowym…

…tytułem z całej serii 007. Choć pasuje do filmu, bo James w końcu mści się na zabójcach jego ukochanej z poprzedniego “odcinka”, to w ogóle nie pasuje do samej postaci Bonda. (na marginesie dodam, że nigdy James Bond nie pamiętał doświadczeń z poprzedniej części – z wyjątkiem tego, że jest wdowcem)

“Quantum of Solace” zaczyna się od pobranej żywcem z “GTA San Andreas” scenki pościgu w tunelu (w GTA tuż obok lotniska), a kolejnych 30 minut to kolaż ‘dobrych’ starych filmów akcji. Na przykład, walka w wieży z dzwonem pobrana z Iron Monkey i Rush Hour, bieganie po łodziach zabrane z filmu z Jean Claude Van Damme (chyba Knock Off, nie pamiętam dokładnie), bieganie po dachach na bank pojawiło się w Bournie, w Jamakasi i w Godfather 2.  Nowe sprzęty na biurkach “M” są zabrane z Minority Report (no i tego nowego microsoftowego byleco)… inne filmy/seriale, z których definitywnie zaczerpnięto pomysły to: Batman, Blood Sport, 24, Miami Vice, You’ve got mail, MR&MRS Smith…

Reszta filmu obfituje w dużo scen akcji, które wielokrotnie nie mają nic wspólnego z całą resztą opowieści. Tak samo jak wspomniana pierwsza scena pościgu. Jadą, strzelają, i tyle, bo nagle jest inna scena, która z poprzednią łączy się jedynie Shakespearowską zapowiedzią katastrofy. Historia przedstawiona w filmie nie trzyma się kupy. Raz to jest zemsta, potem terroryzm, nagle przemyślany plan/dywersja, potem M dla której kluczową wadą jej najlepszego agenta jest to, że zabija złych ludzi… M jest tak opętana “you killed him”, że jest gotowa powiesić 007 za jaja! Do Cholery! – takiej tandety to nawet w M jak eMeryt nie widziałem! (tak, kilka odcinków wchłonąłem)

Legendarny James Bond brzydzi się przemocą, jest uzbrojony w futurystyczne gadżety, jest błyskotliwy, jest przystojny, Casanowa, a co najważniejsze nie krwawi! 007 nie jest bohaterem filmu akcji. 007 jest wzorem, postawą, ideą! Nie jest człowiekiem z krwi i kości! A najnowszy James Bond… ehhh… nie jest tym, kim kiedyś był…

Co się stało z M? 80% razy, gdy ktoś się do niej zwracał, mówił “Mom” (Mamo), niektórzy mówili “Mam” (Damo/Pani), i tylko 2 razy usłyszałem “eM”. Czy twórcy chcieli aby film był bardziej rodzinny? Poza tym, to Co M robiła w polu walki? Pojawienie się takiej osobistości w rynsztoku prosi się o próbę zabójstwa. To takie oczywiste.

Aktorstwo mierne. Gdyby nie częste sceny akcji czarno na białym widać by było, że w tym filmie nie było dobrego aktora. No, może dobry aktor był, ale jego akt był mierny. Dialogi denne, nudne, prymitywne i tandetne. Wtrącone na siłę między sceny bijatyk a depresji. Normalnie jakbym oglądał bardzo tani film typu “ukryty tygrys poszarpany smok” gdzie dialogi były dane tylko po to, żeby dać oczom odpocząć. A scena w jaskini? Wpadli do jaskini, ledwo przeżyli, i nagle wzięło na zwierzenia… że niby co – mam się uosobić z którąś z postaci?

Różowe Okulary rodem z Terminatora 3?

Dla tych mało spostrzegawczych, bo to ostatnia milisekunda:
33 minuta filmu, w tle widzimy kraj, w którym nikt nie ma ani wody ani prądu ani nowych czystych ubrań. Nagle czarnuch przed ruinami domu, nowym białym żelazkiem prasuje koszulę!!! … a może to był konkurs i wygra ten, kto to zauważy??

Na szczęście w nowej, Fallout3-owej odsłonie przygód komiksowego pana 007, jest wiele rzeczy, które sprawiają, że film jest bardzo fajny. Sceny walki, i tu nie podobne do “Jamesa Bourne” wydają się być nakręcone z czasem 1:1 (a nie nagrane powoli a potem przyspieszone). Efekty – jak na 007 jest ich mało, ale za to są bardzo ładne. Uśmiech mi się na twarzy pojawił gdy James starą łódką, która sama się ledwo trzyma, rozwalił 2 inne – nowe – wyścigówki. Akcja i jej nagłe niespodzianki obfitują w Bondowy absurd, który bądź co bądź jest jedną z kilku wizytówek serii.

Ogólnie rozrywka jest fajna, szkoda tylko, że już drugi raz z rzędu ten franchise wypuścił szmirę podpisując ją James Bond. Mam nadzieję, że w kolejnej wersji nie wykorzystają furtek, które sobie otworzyli w Quantum of Solace, i że kolejna odsłona będzie autonomiczną opowieścią o Idealnym facecie, który uprawia dużo niezabezpieczonego seksu z pięknymi paniami, strzela i nie ginie, jest przystojny, i pije swój osławiony “wstrząśnięty nie mieszany”.

Rozpowszechnij...
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Grono
  • Gwar
  • MySpace
  • Polec.pl
  • Sfora.pl
  • Spis.pl
  • Add to favorites
  • LinkedIn

Pozostaw po sobie ślad.

Pogrubienie Pochylenie Podkreślenie Wstaw link Cytat Kod

poprzedni:
następny: