The International
Przyjemność wielka mnie dziś spotkała. Dane mi było obejrzeć “the international” z Clive Owenem. Od dawna miałem na niego chrapkę i mocno trzymałem za ten film kciuku. Bardzo chciałem, żeby “the international” był dobry. I stało się.
The International to wyśmienity film. Opowiada historyjkę pewnego ex policjanta (no dobra, do końca tego motywu nie rozumiem), który zawzięcie chce doprowadzić pewien bank do upadku. Pracuje dla Interpolu i w swojej niemocy robi co może, aby spełnić swoje marzenia. Czy się mu to uda?
Kończy się niemal tak dobrze jak Solaris. Akcja jest, ale nie James Bondowa. Jest bardzo przyjemna strzelanina, całkiem realistyczne pościgi (nie ma skakania po ścianach)… A sama opowieść jest bardzo kalorycznym obrokiem dla fanów teorii spiskowych.
Dużo pisać nie powinienem, bo jak już wspomniałem, The International to dobry film i każdy powinien sam sobie go przyswoić. Ale dwie rzeczy są bardzo ważne w tym filmie.
1. Clive Owen dostaje kulą w ucho, które potem dość mocno krwawi
2. Gdy Clive Owen w pewnym momencie rzuca kolesia z dużej wysokości, pokazany jest cały lot i upadek. Nie ma żadnych tricków typu “leci, leci, leci wylatuje poza kadr”, tylko czysty soczysty lot i upadek zrobiony całkiem całkiem na komputerze. Prawie byłem gotów uwierzyć, że ktoś naprawdę poleciał z 2. piętra.
The International to wyśmienity film. Polecam!

