Piątek, 10. Lutego 2012 Kanał RSS


Dziwka!

środa, 13. Styczeń 2010 Takie tam 740 2

Internet to dziwka.

Zainfekowane źródło tolerancji i poklepywania po plecach.

Jeśli masz kilo trawy pod łóżkiem, Internet cię usprawiedliwi.

Jeśli masz osiem kochanek, Internet cię zrozumie.

Jeśli kochasz się z owcami, Internet cię pochwali.

Jeśli czujesz się odosobniony w swojej dewiacji, Internet poda pomocną stronkę.

Internet to dziwka.

1000 – czyli ile?

wtorek, 12. Styczeń 2010 Takie tam 395 Komentarze są wyłączone
  • Dla niektórych 1000zł, to półtora miesiąca harówki
  • 1000 ziaren grochu przepełni litrowy słoik
  • 1000 kropel kapiących z kranu to gwarancja rdzy
  • 1000 osób w restauracji to wielki utarg
  • 1000 głosów zadecyduje o wygranej


A teraz sobie wyobraź, że twojego Twittera czyta 1000 osób, albo że twój kanał RSS subskrybuje 1000 osób, albo że masz 1000 znajomych na naszej-klasie.

Czy ten 1000 cokolwiek zmienia?

A teraz sobie wyobraź, że masz 1000 prawdziwych fanów. 1000 prawdziwie oddanych fanatyków, którzy bez wahania przejadą pół europy żeby tylko cię zobaczyć. Co więcej, zabiorą ze sobą 2-4 inne osoby!

Co byś zrobił z tym tysiącem?

Życie 3.0

wtorek, 12. Styczeń 2010 Takie tam 454 Komentarze są wyłączone

Zbliżamy się do czegoś, co nazywa się Web 3.0 – czyli spersonalizowany Internet wszędzie. Rzecz to tak dobra jak i zła. A mnie, jakoś tak przy bezsenności, wzięło na wróżenie…

Życie 3.0™ – co to oznacza?

1. Pozorny dostęp do najlepszych informacji. Już dziś google po części ma to wykonane. Gdy wykonasz kilkanaście wyszukiwań w zawężonej tematyce (np. każde szukanie zaczynasz od słowa “as3″), to kilka kolejnych domyślnie będzie dostosowanych pod “twoje oczekiwania”. Czyli gdy nagle wpiszesz “najświeższe wiadomości” – wyskoczą najświeższe wpisy z blogów o actionscript3… Stąd słowo “pozorny”. Bo jakie to najlepsze, jeśli nieustannie będziemy poklepywani po plecach.

2. Przymusowe uzależnienie. Każdy będzie musiał mieć przy sobie blueberry, iphona, axima, pda czy jakieś inne urządzenie z dużym wyświetlaczem. Coś na wzór dzisiejszej komórki, którą 90% społeczeństwa zabiera ze sobą do kibla.

3. Śmierć indywidualizmu. Bo obawiam się, że przestanie się liczyć to, że ja mam lepsze auto od twojego. Nieważnym będzie już to, że ja robię zakupy w Biedronce a ty w Almie. Liczyć się będzie to, jak szybko jesteś w stanie wygooglować interesujące cię informacje i jak wielu przyjaciół masz na facebooku.

4. Ślepa, głucha, milcząca, otępiała konsumpcja. Już dziś odnoszę wrażenie, jakby większość społeczeństwa przestała myśleć. Wszyscy siedzą zapatrzeni w telewizor i biadolą o tym, że prezydentowi puściło się bąka. Nikt niczego nie kwestionuje, wszyscy tylko pasywnie biorą to co im się brudną łopatą podrzuci. A co się stanie, gdy scenariusze do tvn24, zamiast twittera, zaczną pisać małpy?
(*wszyscy i nikt to oczywiście generalizacje ;))

Life 3.0™ jest rzeczywistością, do której, wbrew moim zakazom, po prostu wejdziemy. Będziemy się taplać w swoich prywatnych mini-światach, w których nikt nie odważy się nam powiedzieć, żeśmy brudni. Świat pozbawiony płci i zapachu, zamieszkały przez pół-zombie wyjących do ipoda.

…a najgorsze w tym wszystkim jest to, że mogę mieć rację!

Nulla dies sine linea!

niedziela, 10. Styczeń 2010 Takie tam, co w sieci świeci 2414 2

Jedną z dróg do osiągnięcia sukcesu w jakiejkolwiek dziedzinie jest właśnie nulla dies sine linea. W wolnym tłumaczeniu, jeśli chcesz za miesiąc mieć zaoszczędzone 30 zł, codziennie odkładaj jedną złotówkę.

Jeśli masz jakieś hobby, to najprawdopodobniej jesteś w nim mistrzem. Dlaczego? Bo codziennie znajdujesz dla niego czas.

Marzenia są marzeniami i dopóki masz marzenia będziesz tylko wzdychać.

Marzeń się nie realizuje. Realizuje się plany. Zamień każde swoje marzenie na plan i zacznij go wykonywać. Codziennie rób coś w kierunku twojego planu, a po pewnym bezbolesnym czasie spostrzeżesz, że plan masz wykonany!

Moim marzeniem od dobrych 6 lat jest nauczenie się maksymalnie dużo sentencji po Łacinie. Od 6 lat, nauczyłem się może dziesięciu. Dla tego postanowiłem uczyć się “Jednego Słowa dziennie” (w tym przypadku, jednego przysłowia dziennie).

Jedno Słowo Dziennie (jsd.compelo.com) to serwis, który raz dziennie losuje przypadkową sentencję po łacinie i ją wyświetla. W bazie danych aktualnie jest około 800 sentencji, więc materiału jest na ponad 2 lata. Ucząc się jednej sentencji dziennie po roku będę umieć ich 400!

Mam marzenie ;) takie, aby ten serwis rozbudować o j. angielski, j. niemiecki, j. francuski… kto wie, może…

(do wykonania serwisu zmotywował mnie: http://edrache.pl/grafika/1day-1)


Wesołych Świąt!

wtorek, 22. Grudzień 2009 Takie tam 532 1

wesolych swiat Wesołych Świąt!

Niech żyje logika!

środa, 09. Grudzień 2009 Takie tam 472 Komentarze są wyłączone

Bardzo późnym wieczorem, w dniu, w którym niektórzy z nas musieli dwa razy zmieniać skarpetki bo w ich butach były kleiste cukiereczki, nasze piękne miast zostało pozbawione kontaktu ze światem zewnętrznym. Ktoś poświęcił dużo energii na to, aby przeciąć JEDYNY światłowód łączący Szczecinek z Internetem. Czy ktoś już wie co to znaczy?

1. Co za bęcwał przeprowadził tylko jeden światłowód do naszego miasta?

2. Co za idiota pracuje w firmie dającej internet, że nie wykupił łącza “just in case” w np. TPSA?

3. Co za wsiok poświęcił ze 40 minut życia na odkopanie światłowodu i jego przecięcie?

Czy w tym kraju musi tak zawsze być???

Mój abonament komórkowy nie przewiduje dostępu do Internetu. Inna firma dająca Internet (radiowo) każe sobie czekać około tygodnia na podłączenie. Pozostaje TPsa, której to sękatym kijem nie chcę dotykać, i tyle. Więc po dwóch dniach bez Internetu otworzyłem mojego thunderbirda. Złapałem się za głowę. Ponad 100 e-maili. Uzmysłowiłem sobie właśnie, że dziennie otrzymuję około 50 e-maili. Dużo, mało, tak sobie… chodzi o to, że muszę teraz nadrobić. Ciekawe czy jest ktoś, kto mi za to zapłaci (:

Nowy dysk, nowy(?) windows

wtorek, 01. Grudzień 2009 Takie tam 610 1

Gdy wiele lat temu dostałem mojego pierwszego PC, był w nim dysk 2.5GB i byłem największym wymiataczem w mieście! Na dysku był win95, około 20 gier (transport tycoon deluxe, civ1, warcraft2…), jeden film w formacie mpg, i miałem jeszcze 1GB wolnego miejsca. A dziś, mój 80GB dysk w laptopie powiedział stanowczo “za chudy jestem”.

Kupiłem więc dysk 500GB. Podzieliłem sobie partycje 100GB dla windowsa, i 400GB dla prawdziwych programów. Instalowanie Visty zajęło mi około godziny. Doinstalowywanie sterowników zajęło mi 4 godziny. I wtedy zacząłem korzystać z windows Update. Otóż działo się tak: czytaj dalej »

Now We Run

sobota, 14. Listopad 2009 Takie tam, muzyka 567 9

Cała ta sytuacja z nową myszką od Appla źle na mnie podziałała. Do tego kilka maili z pogróżkami, bolące stawy (bom staruszek)… musiałem się wyrwać z tego, bo rychło mogło się przeobrazić w depresję. Wszedłem więc na znany nam serwis i poszukałem utworów mojego ulubionego Steve Vai’a. Dowiedziałem się, że wydał nową płytę. A to zawsze dobra nowina. Włączyłem “Now We Run” i sobie słuchałem.

Nagle mi YouTube, bo badziewie, szybko wyświetliło mi reklamę:

now we run Now We Run

Ta reklama to wejście do sklepu, w którym mogę sobie kupić tenże utwór. hmmm… Na YouTube mam ten utwór za darmo, w jakości HD i miałbym kupować? Konkretnie tego nie rozumiem. Już nawet nie chcę namawiać do “niemoralnych” zachowań z użyciem DownloadHelpera

Nie pojmuję takiego zachowania. Dostaję piosenkę za darmo, a jeszcze mi oferują jej zakup (???). Miłego – za darmo – słuchania, polecam!

YouTube Preview Image

Woluntariat czy Volontariat

czwartek, 12. Listopad 2009 Takie tam 986 Komentarze są wyłączone

andy warhol Woluntariat czy VolontariatPonoć pisze się Wolontariat… ale jeden pies. To czy puszkę Andy Warhola nazwiemy dziełem sztuki, czy próbą pokazania światu, że “o sztuce k_rwa g_wno wie”, to nie zmienia faktu, że na płótnie widnieje puszka. Podobnie jest z pracą niewolniczą. Jedni na to mówią wolontariat, inni pracą charytatywną, a jeszcze inni – i to dopiero mnie rozbawiło do łez – bycie partnerem. Poważnie. Już parę razy ktoś do mnie przyszedł i zaproponował mi pracę za darmo, a w zamian będzie do mnie mówić per partner. Ostatnio sytuacja była tak oficjalna, że jak tylko mój rozmówca wyszedł i miałem czas na to, żeby zareagować i odreagować, to tak okropnie się roześmiałem, że wkrótce mój śmiech stał się dla mnie śmieszny i poleciały mi łzy. Położyłem się na kanapie i starałem się brać głębokie wdechy, żeby mój atak śmiechawki wytłumić.

Tak właśnie na mnie działają eufemizmy. Nie lubię gdy ktoś proste idee ubiera w ładne, niejednoznaczne, a nawet ambiwalentne słówka. Nieeee… trochę skłamałem. Czasami na takie rzeczy reaguję zeusową złością.

Prawdą jest, że praca charytatywna nas rozwija, daje odskocznię od codzienności, wzbogaca nasze “ja”, oczyszcza nasze sumienie, ple ple ple, ple ple ple, ple ple, ple… ple. A jest aspekt pracy charytatywnej, który jest utrzymywany w tajemnicy. Taki magiczny aspekt, którego nikt nie chce omawiać. Taka jest to rzecz, że za każdym razem jak o niej wspominam, to mnie wszyscy linczują – szczególnie ci, którzy nigdy w życiu ani chwili nie poświęcili na wolontariat…

Robisz za darmo – ktoś na tym zarabia

Pomyśl. Normalnie za wykonanie jakiejś pracy dostaje się zapłatę. Ale jeśli znajdzie się ktoś, kto popracuje za darmo, to nie trzeba wydawać pieniędzy. Tak oto zlecający pracę zaoszczędził na wypłacie – czyli zyskał.

(uwaga: wspomnienia 1) W mym bujnym życiu wielokrotnie brałem udział w pracach niewolniczych. W większości przypadków, fajnie się bawiłem, czegoś się nauczyłem i ogólnie było okay… Do czasu. Pewnego razu kopaliśmy rów pod fundament garażu. Było nas około 12. Kopaliśmy cztery dni. Dla mnie, to była frajda, gdyż uwielbiam ciężką fizyczną pracę w ukropie. Siłownia, solarium i aerobic w jednym pożytecznym zajęciu. Nie jestem super mega termintatorem, więc co jakiś czas robiłem sobie przerwę w kopaniu. Za każdym razem, gdy robiłem sobie przerwę, spoglądałem w stronę domku, w którym z wielkim uśmiechem na twarzy siedział sobie przy wiatraku pewien człowiek. Całe 4 dni siedział, arogancko się uśmiechał i nigdy nie przyniósł nawet jednej szklanki wody. A na koniec naszej pracy, wyszedł i powiedział “ej, ale tu się ziemia obsypała”.

(uwaga: wspomnienia 1a) Zalała mnie krew i prawie tej osobie nogi połamałem. To znaczy, bardzo chciałem, ale byłem zbyt zmęczony i nawet jej nie ochrzaniłem. Wtedy zacząłem rozmyślać o tych poprzednich moich pracach charytatywnych. Wtedy to właśnie doszedłem do wniosku, że jeśli ktoś pracuje za darmo, to ktoś inny się wzbogaca.  Bo za każdym razem, gdy ja wolontariuszowałem, ktoś w gajerku siedział i nic nie robił.

(uwaga: wspomnienia 2) Dwa lata temu dostałem e-maila “szukamy ochotników do sklejania kopert”, więc szybciuteńko odpisałem “ile kopert i ile płacicie za godzinę?” W odpowiedzi na moją odpowiedź odczytałem “Jak możesz, jesteśmy przecież fundacją i wszyscy tu pracujemy za darmo!”. No tak – pomyślałem – i z tego “za darmo” właściciel fundacji co rusz wyjeżdża na bardzo fajne zagraniczne wakacje. (fundacja to jego jedyne w życiu zajęcie).

(uwaga: wspomnienia 2a) Postanowiłem więc rozgryźć temat fundacji, bo coś mi w nich poważnie zaczęło cuchnąć. W bardzo krótkim czasie (wystarczy w google wpisać “statut fundacji”) poznałem co-i-jak fundacji. Bardzo szybko zorientowałem się jakiej wysokości (bo procentowo się to liczy) wypłatę dostaje właściciel fundacji. Więc odpisałem “godzina mojego życia przy takiej pracy jest warta nie mniej niż 5zł” Odpisali mi coś, ale wiedziałem w jakim kierunku idzie rozmowa, więc z automatu wywaliłem tę wiadomość i na serwerze dałem bana.


Zatem Voluntariat czy Wolontariat?

Wygląda na to, że nie jestem jedynym, któremu te słowa przedwczorajszą kolację reanimują. Najwyraźniej jesteśmy już tak mocno do nich zrażeni, że ich użycie to gwarancja klęski.
…A ci, którzy chcą zyskać za darmo, musieli się mocno nagimnastykować żeby wpaść na słowo “partner”.

Wykopali, zakopali, bo życia nie mieli…

czwartek, 05. Listopad 2009 Takie tam 673 1

Nie lubię serwisów typu twitter, digg, wykop. Wydają mi się one bardzo denne. Rozumiem po co są, wiem kto na tym zyskuje, ba – nawet mam do nich ikony pod wpisami, ale nie potrafię się do nich przekonać. Dziwią mnie bliperzy i del.icio.usowie maniakalnie dodający “do ulubionych” to, co na Necie im pod myszkę wpadło. Ale nie należy mieć zdania na temat spraw, o których się nie ma zielonego pojęcia, więc postanowiłem wyrobić sobie “prawdziwą opinię”. Poeksperymentowałem. 4 z ostatnich 5 wpisów wrzuciłem do wykopu i patrzyłem na to co się dzieje.

Są tacy, to nie żart, dla których czytaj dalej »