Ponoć pisze się Wolontariat… ale jeden pies. To czy puszkę Andy Warhola nazwiemy dziełem sztuki, czy próbą pokazania światu, że “o sztuce k_rwa g_wno wie”, to nie zmienia faktu, że na płótnie widnieje puszka. Podobnie jest z pracą niewolniczą. Jedni na to mówią wolontariat, inni pracą charytatywną, a jeszcze inni – i to dopiero mnie rozbawiło do łez – bycie partnerem. Poważnie. Już parę razy ktoś do mnie przyszedł i zaproponował mi pracę za darmo, a w zamian będzie do mnie mówić per partner. Ostatnio sytuacja była tak oficjalna, że jak tylko mój rozmówca wyszedł i miałem czas na to, żeby zareagować i odreagować, to tak okropnie się roześmiałem, że wkrótce mój śmiech stał się dla mnie śmieszny i poleciały mi łzy. Położyłem się na kanapie i starałem się brać głębokie wdechy, żeby mój atak śmiechawki wytłumić.
Tak właśnie na mnie działają eufemizmy. Nie lubię gdy ktoś proste idee ubiera w ładne, niejednoznaczne, a nawet ambiwalentne słówka. Nieeee… trochę skłamałem. Czasami na takie rzeczy reaguję zeusową złością.
Prawdą jest, że praca charytatywna nas rozwija, daje odskocznię od codzienności, wzbogaca nasze “ja”, oczyszcza nasze sumienie, ple ple ple, ple ple ple, ple ple, ple… ple. A jest aspekt pracy charytatywnej, który jest utrzymywany w tajemnicy. Taki magiczny aspekt, którego nikt nie chce omawiać. Taka jest to rzecz, że za każdym razem jak o niej wspominam, to mnie wszyscy linczują – szczególnie ci, którzy nigdy w życiu ani chwili nie poświęcili na wolontariat…
Robisz za darmo – ktoś na tym zarabia
Pomyśl. Normalnie za wykonanie jakiejś pracy dostaje się zapłatę. Ale jeśli znajdzie się ktoś, kto popracuje za darmo, to nie trzeba wydawać pieniędzy. Tak oto zlecający pracę zaoszczędził na wypłacie – czyli zyskał.
(uwaga: wspomnienia 1) W mym bujnym życiu wielokrotnie brałem udział w pracach niewolniczych. W większości przypadków, fajnie się bawiłem, czegoś się nauczyłem i ogólnie było okay… Do czasu. Pewnego razu kopaliśmy rów pod fundament garażu. Było nas około 12. Kopaliśmy cztery dni. Dla mnie, to była frajda, gdyż uwielbiam ciężką fizyczną pracę w ukropie. Siłownia, solarium i aerobic w jednym pożytecznym zajęciu. Nie jestem super mega termintatorem, więc co jakiś czas robiłem sobie przerwę w kopaniu. Za każdym razem, gdy robiłem sobie przerwę, spoglądałem w stronę domku, w którym z wielkim uśmiechem na twarzy siedział sobie przy wiatraku pewien człowiek. Całe 4 dni siedział, arogancko się uśmiechał i nigdy nie przyniósł nawet jednej szklanki wody. A na koniec naszej pracy, wyszedł i powiedział “ej, ale tu się ziemia obsypała”.
(uwaga: wspomnienia 1a) Zalała mnie krew i prawie tej osobie nogi połamałem. To znaczy, bardzo chciałem, ale byłem zbyt zmęczony i nawet jej nie ochrzaniłem. Wtedy zacząłem rozmyślać o tych poprzednich moich pracach charytatywnych. Wtedy to właśnie doszedłem do wniosku, że jeśli ktoś pracuje za darmo, to ktoś inny się wzbogaca. Bo za każdym razem, gdy ja wolontariuszowałem, ktoś w gajerku siedział i nic nie robił.
(uwaga: wspomnienia 2) Dwa lata temu dostałem e-maila “szukamy ochotników do sklejania kopert”, więc szybciuteńko odpisałem “ile kopert i ile płacicie za godzinę?” W odpowiedzi na moją odpowiedź odczytałem “Jak możesz, jesteśmy przecież fundacją i wszyscy tu pracujemy za darmo!”. No tak – pomyślałem – i z tego “za darmo” właściciel fundacji co rusz wyjeżdża na bardzo fajne zagraniczne wakacje. (fundacja to jego jedyne w życiu zajęcie).
(uwaga: wspomnienia 2a) Postanowiłem więc rozgryźć temat fundacji, bo coś mi w nich poważnie zaczęło cuchnąć. W bardzo krótkim czasie (wystarczy w google wpisać “statut fundacji”) poznałem co-i-jak fundacji. Bardzo szybko zorientowałem się jakiej wysokości (bo procentowo się to liczy) wypłatę dostaje właściciel fundacji. Więc odpisałem “godzina mojego życia przy takiej pracy jest warta nie mniej niż 5zł” Odpisali mi coś, ale wiedziałem w jakim kierunku idzie rozmowa, więc z automatu wywaliłem tę wiadomość i na serwerze dałem bana.
Zatem Voluntariat czy Wolontariat?
Wygląda na to, że nie jestem jedynym, któremu te słowa przedwczorajszą kolację reanimują. Najwyraźniej jesteśmy już tak mocno do nich zrażeni, że ich użycie to gwarancja klęski.
…A ci, którzy chcą zyskać za darmo, musieli się mocno nagimnastykować żeby wpaść na słowo “partner”.