Piątek, 10. Lutego 2012 Kanał RSS


Dlaczego celebrować święto zmarłych?

niedziela, 01. Listopad 2009 Takie tam 674 13

Bo wszyscy tak robią.

Dlaczego zapalać znicze na cmentarzu? Bo wszyscy tak robią.

Większość rzeczy, w które wierzymy, nie jest rezultatem naszych bezpośrednich doświadczeń. Majorytet naszych przekonań to konsekwencja życia w społeczeństwie, które wyznaje (a przynajmniej szanuje) pewne zasady.

Wierzymy w różne rzeczy. Rzeczy “zwykłe” takie jak Bóg, brak Boga, Ewolucja, Ojczyzna, Patriotyzm. I rzeczy mniej “zwykłe”, takie jak wyższość jednej marki nad drugą, zachowanie ciszy w szpitalu, “do odzieżowego bez jedzenia”, sortowanie śmieci, zmiana nazwiska w dniu ślubu, dobór koloru do płci (niebieski=chłopiec, różowy=dziewczynka).

I kto te wszystkie rzeczy dla nas ustala? Czy jest gdzieś jakaś komitywa, która zbiera się co drugi miesiąc i ustala “od dziś przestrzegamy takich i takich zasad”? Po części, oczywiście, tak – ale po części. Bo kto za nas ustalił, że nasza-klasa to wspaniały portal?

Społeczeństwo jest prze-dziwacznym tworem, które nie podlega żadnej jednej określonej regule. Ewoluuje/pędzi swoim tempem i w swoim kierunku.

(…)

Dziś rano robiłem za szofera i tragarza. Pomagałem Babci moich dzieci w kupowaniu kwiatów, zapalaniu zniczy i dekorowaniu grobów. Ponad dwie godziny szwendania się po bazarach i między ludźmi oblegającymi nagrobki.

Na każdym grobie już dziś były co najmniej 2 znicze i jedna doniczka z kwiatami. Szybki rachuneczek: na każdym grobie leży co najmniej 12zł. A to dopiero sobota, dzień przed prawdziwym szaleństwem.

Gdy tak chodziliśmy po cmentarzu, widziałem wiele osób, które na co dzień ledwo koniec z końcem wiążą. Osoby, które mieszkają w wielopokoleniowych kawalerkach, osoby, które wynajmują pokoje, osoby, które skręcają długopisy, żeby mieć za co jeść… Oto dziś widziałem biedaków zostawiających na grobach około 70zł.

Dlaczego?

Bo wszyscy tak robią.

* niepoprawna polszczyzna zamierzona

Rozrywka On-Line

środa, 28. Październik 2009 Takie tam 482 1

Dziś razem z Hugonem oglądaliśmy bardzo nisko budżetową bajeczkę w TV o mikołaju. I coś mnie uderzyło. Zerknąłem na kalendarz i odczułem, że wyjątkowo późno w tym roku zaczyna się szaleństwo świąteczne. Pomyślałem, że to niemożliwe, że to po prostu ja jestem zacofany. Wszedłem więc na byle pierwszy (z aż dwóch możliwych do wyboru) portali. Nic o mikołaju nie znalazłem! Wyśmienicie!

Ale trafił mój wzrok na dział “rozrywka”.

Umiejscowiony dość wysoko, więc poczytny dział. A w nim, między innymi:

- “Na dobre i na złe”: Coraz większa samotność Agaty
– W szkołach powinni uczyć biografii raperów?
– Czy Lisbeth Salander pogodzi się z własną przeszłością?
– La Toya rozmawia z Jacksonem. Muzyk wskaże swoich morderców?

rozrywka Rozrywka On Line

Może jestem za bardzo kategoryczny, a może nie… a może tak… Ale. Czy poważnie to są te tematy, które nas najbardziej interesują? Czy o godzinie 8:30 w Środowy poranek ludzi najmocniej emocjonuje zmiana kogoś w You Can Dance? …i czy doprawdy to jest rozrywka a nie plotki?

No nie wiem na 100%…  Jednakże patrząc na nagłówek “rozrywka” spodziewam się informacji o nowych filmach, spektaklach (snob!), ciekawych programach – ba – nawet teleturniejach. A znalazłem plotki.

Sądzę, że portale Internetowe najszybciej i najlepiej odpowiadają na oczekiwania obywateli z Nasza Piękna Kraj™. Są w tym najlepsi, bo najwięcej kasy zarabiają na reklamach, a te przynoszą zyski tylko jeśli ktoś je widzi, a widzieć je może tylko ten, kto szuka wiadomości o “samotności Agaty”.

Czy my, lud, jesteśmy aż tak otępiali, czy może portale z braku lepszej alternatywy postanowili zapełnić stronę niczym…

Przy okazji. Bardzo BARDZO bardzo mocno dziękuje całemu naszemu ukochanemu siedlisku korupcji i zakłamania (Polska) za to, że w tym roku uchroniliście mnie od nerwów związanych z Halloween. Nigdzie nie słyszę tego słowa, nigdzie nie widzę dyń ani przebrań… gdyby nie jeden banner konkursowy, który robiłem dla GryPlanszowe.net, to w tym roku ten temat jakoś zupełnie nie istniał!

Szczotka, pasta, kubek, ciepła woda

czwartek, 22. Październik 2009 Takie tam 931 Komentarze są wyłączone

…tak się zaczyna wielka niekonsekwentna niejasność. Już w domu, zanim jeszcze wysłano mnie do przedszkola, dowiedziałem się, że zęby należy myć co najmniej dwa razy dziennie, za każdym razem szczotkując przez dwie minuty. Potem, w szkole, powiedziano mi, że szczoteczkę to trzeba wymieniać co trzy miesiące. Później jakaś dentystka mi powiedziała, ze najpierw myć zęby na górze, potem na dole. No i że ruchem kołowym szczotkować. A do tego jakieś dwa lata temu, telewizja próbowała mi wmówić, że to nie zęby a język wymaga szorowania.

Swego czasu po moich zębach śmigała szczoteczka elektryczna. Ach lenistwo… W instrukcji tejże szczoteczki napisane było “myć każdy ząb przez około 4 sekundy”. Szybki rachuneczek pamięciowy: Zębów w buzi jest ze 30. Około, bo jeden ma ubytki, a drugi jeszcze “nie zmądrzał”. 30*4=120, czyli 2*60, czyli 2 minuty. No pasuje jak w mordę strzelił. Poświęcając każdemu zębowi 4 sekundy, po dwóch minutach wszystkie będą oczyszczone. 4 sekundy na ząb to trochę więcej niż sekunda na jedną ściankę (bo faktycznie są trzy ścianki, do których dociera szczoteczka).

Wszystko super pięknie. Lecz…

Ile zębów na raz szoruje szczoteczka elektryczna? – jednego.
Ile zębów na raz szoruje szczoteczka “ręczna”? – co najmniej dwa.
Stąd wynika, że do dnia, w którym chwyciłem za szczoteczkę elektryczną, żyłem w kłamstwie. Skoro muszę poświęcać 4 sekundy na zęba, a zwykłą szczoteczką łapię 2-3 zęby na raz, to faktycznie na szczotkowanie nie powinienem poświęcać więcej niż minutę!

Ale to nie koniec mojego rozgoryczenia. Producenci szczoteczek mówią, że szczoteczka się “ściera” po trzech miesiącach. Że trzeba ją wymieniać 4 razy do roku, bo szczotkowanie 4 miesięczną szczoteczką nic nie daje i równie dobrze można w ogóle nie szczotkować. Producenci past do zębów krzyczą, że to pasta zajmuje się czyszczeniem zęba, i że to pasta zabija jakieś tam bakterie, które są początkiem problemów zębowych. Ba! Pasta to nawet po skończonym szczotkowaniu nadal pracuje i chroni naszą buzię. No a producenci szczoteczek wciskają mi szczoteczki z chropowatym garbem, żebym mógł sobie język czyścić, bo “80% zarazków nie znajduje się na zębach” a normalnym włosiem to po języku nie wolno pocierać! Jakby jeszcze tego było mało, producenci past do zębów wymyślają płukanki do czyszczenia GARDŁA! No i nici dentystyczne, specjalne wykałaczki, maści, kremy, odkamieniacze… tyle tego, że na umycie auta wystarczy!

Wizytacja u dentysty.

Od wielu lat każda moja wizyta u dentysty (z wyjątkiem jednego kanału, który jest pozostałością super-leniwego dzieciństwa) kończyła się w mniej niż 5 minut. Podczas każdej wizyty pani w maseczce, z wielkim zachwytem podziwiała moje zęby. Ale jak to możliwe? Na mycie zębów poświęcam około 40 sekund (tak, ze stoperem kilka dni stałem), szczoteczkę kupuję taką za złoty pięćdziesiąt, szczoteczkę wymieniam co około 18 miesięcy, nie używam płukanek ani nici…

(…) Bakterie żyją wszędzie tam, gdzie jest wilgoć. Pasta do zębów, owszem, zabija bakterie i zarazki, ale jak tylko weźmiemy kilka wdechów wracają one do naszych buź. Zatem za problemy zębowe nie mogą być odpowiedzialne bakterie! Więc skoro tak, to czy jest jakikolwiek sens kupowania pasty za 10, 5zł?

(…) Cały sens szczoteczki do zębów to jej włosie. Dzięki włoskom można pocierać po szkliwie i “rozkruszać” osad. Doprawdy – tak jak w przypadku miotły – nie ma różnicy czy jest nowa czy nie, dopóki włosie nie jest powyginane. Więc skoro tak, to czy jest jakikolwiek sens kupowania szczoteczki za więcej niż 3zł?

Jeśli wszystko to, co o higienie ustnej mówią reklamy i dentyści to prawda, to jakim prawem ludzie “w afryce” mają mocne, zdrowe, białe żeby?

Ciut emocji o TV i Zerówce

środa, 21. Październik 2009 Takie tam 616 Komentarze są wyłączone

Poruszył mnie artykuł CoSTy odnośnie braku jakiejkolwiek inicjatywy ze strony Nasza Piękna Kraj™ w kierunku inwestowania w naszych przyszłych managerów, dyrektorów, nauczycieli, premierów i prezydentów (dzieci). Więc parę moich gorących myśli…

Jeśli chodzi o brak filmów dla dzieci, coż… telewizja próbuje sprostać oczekiwaniom vox-populi, a to w 90% banda gnuśnych analfabetów z niecierpliwością czekających na kolejny odcinek „M jak Emeryt” czy “Jaka to Miernota”, że nie wspomnę o familiadzie. Siedzą oni za sterami swojego spróchniałego, przeciekającego Statku (życia), z którego już dawno szczury pouciekały i obwiniają cały świat za to, że im się nie chce zejść pod pokład i załatać żadnej dziury. Największym wydarzeniem dla tych leniwców jest pojawienie się na horyzoncie „Małysza” bo nareszcie będą mogli poudawać, że śledzili jego losy od samego początku. Przy takim podkładzie społecznym, czego – tak uczciwie – oczekujemy?

Telewizja raz po razu udowadnia, że bez najmniejszego wysiłku potrafi wodzić za nos typowego polaczka. Teoria spiskowa? Może i tak. Może wielkim „redbullowskim planem marketingowym” TV przygotowuje sobie grunt pod „Idiokracji”. Może telewizja jest przedłużeniem antyludzkiej polityki rządu. Kto wie? Jedno jest pewne, cokolwiek się dzieje – na pewno im się udaje.

Uważam, że społeczeństwo dostaje taką telewizję, na jaką sobie zasłużyło. A my jesteśmy rezultatem dwóch dekad parcia w stronę tolerancji, uśrednienia, spychania odpowiedzialności i przekonywania człowieka, że on sam nic nie potrafi.

Sprawa przedszkoli i zakazu edukowania denerwowała mnie już od paru tygodni. Do Kroćset!!! Czy doprawdy głos jakiegoś jednego ćwoka na stołku ma opóźniać rozwój naszych dzieci? Pamiętam zerówkę bardzo, bardzo dobrze. Był to rok, w którym poznałem cały alfabet, nauczyłem się liczyć do 100, rok po którym nie miałem najmniejszych problemów z dodawaniem i odejmowaniem do 30, zrozumiałem, że kopiowanie narysowanego balonika to nie tylko namalowanie niebieskiego jajka, ale też dorysowanie sznureczka wiszącego w odpowiednią stronę. Kurcze – to ostatnie to uświadomiła mi pani sprzątająca!

baloniki Ciut emocji o TV i Zerówce

A dziś! Nie nie… dzieci w zerówce NIE będą się uczyć, bo jestem napuszonym Kompleksem i nikt mi nie podskoczy. Co się takiego złego może stać, jeśli sześcioletnie dziecko nauczy się czytać, pisać i kilku słów po angielsku? Czy takie dziecko zostanie skrzywione do końca swoich dni? Z tego co mi pamięć podpowiada, to w przedszkolu dzieci były (naturalnie) podzielone na dwa główne odłamy. Te, które się uczyły, i te, które dziś pracują jako budowlańcy i sprzątaczki. Więc jeśli już miałbym wyciągnąć jakiekolwiek negatywne wnioski z edukacji przedszkolnej, to muszę z całą powagą powiedzieć, że jej brak to gwarancja powstania niezmiernie solidnej klasy robotniczej. Cholera, znowu mi do głowy przychodzą przeróżne teorie spiskowe… bo ktoś przecież ulice zamiatać musi nie?

NO, oczywiście nie czułbym się dobrze, spychając całą odpowiedzialność “na nich”. Ja, człowiek, jestem odpowiedzialny za stan intelektualny mojego kraju. Ja powinienem inwestować w siebie, czytać książki i “rozwiązywać krzyżówki”. To ja powinienem urządzać pikiety przed Opinio-skrzywiaczami a nie przejmować się tym, że jakiś ktoś, kto się nakradł już dość, dostanie po łapach… Ja, rodzic jestem pierwszym i największym nauczycielem. Moje dzieci powinny gro nauk wynieść z domu. Dla mnie szkoła i oceny to w pewnym sensie sprawdzian umiejętności rodzicielskich…

Ale – skoro lada dzień zerówka ma być obowiązkowa, to jasna cholera!
Ale – skoro już wysyłam dziecko do zerówki, to nie po to, żeby, cholera, oglądało tam TV!

Ale – czy my żyjemy w normalnym kraju…?

Windows umiera!

poniedziałek, 19. Październik 2009 Takie tam 429 2

Zdawać by się mogło, że nic ani nikt nie jest w stanie wyprzeć Windowsa z naszych komputerów. Systemów operacyjnych jest od groma. Każdy jeden ma coś fajnego, ale też żaden z nich nie jest traktowany poważnie (poza linuxem). Dlaczego? No bo ci, którzy wydają te systemy nie mają siły do tego, żeby dotrzeć i przekonać cały świat. Żeby wywalić windowsa ze stołka, potrzebna jest firma, która swoją wielkością i rozpoznawalnością sprawi, że nikt się nie będzie bać instalowania ich systemu.

Nie jest to nowość, ale ja dziś się o tym dowiedziałem… Google Chrome OS.

Jeśli ta wiadomość jest prawdziwa, to też i moje zmieszane uczucia są prawdziwe. Z jednej strony Google to wspaniała firma dająca wszystkim wszystko za nic. Z drugiej, niebezpiecznej strony, Google to firma, która najpierw uzależnia a potem każe sobie płacić. Z trzeciej, natomiast, strony, patrząc na przeglądarkę Googlowską trzeba powiedzieć sobie szczerze, że chłopaki wiedzą co robią i robią to solidnie. Aczkolwiek ze strony czwartej, wszystko czego dotknie się google zaczyna reklamami świecić jak choinka…

Projekt ma być opensource (czyt: darmowy), więc trzymam za niego kciuki. Jak wyjdzie, zainstaluję. Jeśli nie wyjdzie, to nie.


Gdzie kupić domenę?

piątek, 16. Październik 2009 Takie tam 606 4

Dziś zechciałem zarejestrować nową domenę “.pl”. Standardowo (czyt: bezmyślnie) wszedłem na home i na superhosta żeby porównać ceny. I nagle mnie coś trafiło, żeby sprawdzić nazwa.pl. I tam niespodzianka. Domena.pl kosztuje 0zł. Podejrzewałem, że coś będzie nie tak, ale dobra. Idę rejestrować konto. I to był największy mój dziś błąd…

1. pól wymaganych jest od groma
2. żądają podania numeru PESEL (po cholerę?)
3. każą podać hasło według zasady: “Podane hasło jest nieprawidłowe. Hasło powinno składać się z min. 8 znaków oraz zawierać przynajmniej jedną cyfrę lub znak specjalny, dwie duże i jedną małą literę.”
4. gwiazdki widnieją przy polach NIEOBOWIĄZKOWYCH
5. no i postanowiłem przeczytać regulamin. A tam Fakolec!:

Promocja polega na udostępnieniu Klientowi do testowania jednej domeny z grupy domen polskich (…) oraz na obniżeniu ceny jednej domeny z grupy domen globalnych…

Co więcej, domena nie jest za darmo, tylko za 9.90zł!

Na złamane czółko motylicy… kłamią, kradną, gwałcą i każą sobie dziękować…

Gdzie kupić domenę? Na pewno nie na nazwa.pl!

Niedziałający antybiotyk

czwartek, 08. Październik 2009 Takie tam 505 2

avira Niedziałający antybiotykKilka dni temu mój komputer niesamowicie ostro zaczął rzęzić. Notatnik uruchamiał się ponad 20 sekund, myszka skakała a internet – ło jeny! niby 60 kilo, a działało ze speedem może 2bitów. Zacząłem więc zaglądać do procesów, usunąłem niemal wszystko to, czego od miesiąca nie używałem (przy okazji odzyskałem około 8GB miejsca na dysku) ale komputer jak nie działał, tak nie działał. Więc sobie pomyślałem, przeskanuję śmiecia… czytaj dalej »

Mało nas, mało nas, do…

sobota, 03. Październik 2009 Takie tam 691 3

Parę tygodni temu postanowiłem obrazić się na piekarnie. Wkurzyłem się na to co leży na półkach w sklepie. Bydło quasi-monopolowe ma nas za tępaków (takie mam odczucia). Bochenek, który waży około 0.5 kg, kosztuje około 2 zł. Dostaje się pół kilo chleba, i po trzech dniach ma się wspaniały materiał na plusa z biologii (pleśń). Tego chleba się nawet nie da ususzyć żeby mieć bułkę tartą. To znaczy, da się, ale trzeba kombinować… czytaj dalej »

I’m baaAAAaaack…

czwartek, 01. Październik 2009 Takie tam 525 2

Czas sobie pobiegł, pomachał mi gdy znikał, zostawił w tyle i śmieje się głośno…

Po pierwsze, to już nie mieszkamy w Poznaniu. Staramy się bardzo mocno zahaczyć w Chojnicach, ale, jak się okazuje, świat mniejszych miejscowości mocno różni się od Poznania. Do tesco pracować nie pójdę, domów budować raczej też nie, no a na stanowiska, które by mnie interesowały, to nawet po znajomości się “nie da”. Muszę chyba konkretnie prze-lustrować moich znajomych…

czytaj dalej »

Inspiron 1520 pierwszy problem

sobota, 04. Lipiec 2009 Takie tam 556 8

Po “wiekach” korzystania z laptopów della w końcu padło i na mnie. Mój komputer zdechł i nie daje się reanimować. Czyli pewnie zniknę z Internetu na dobre…

Teraz solidnie będę odkładać na macbooka. Poradźcie mi proszę, gdzie najtaniej i najlepiej kupić macbooka.