Z pożałowaniem
Idę do sklepu. Kupuję jakiś produkt, w domu okazuje się że nie działa, więc wracam i prawnie żądam wymiany na działający. Okazuje się, że nie mają tego już na składzie i oferują mi zwrot pieniędzy. Ale zanim mi je autentycznie dadzą, to przez jakieś 20 minut narzekają jak to zwyczajowo tego nie robią, bo to jest sprzeczne z polityką sklepu, że zwrot gotówki to łaska z ich strony, że nie lubią tego robić. Albo inna sytuacja. Dzwoni do mnie potencjalny klient, dochodzimy do porozumienia, przychodzi czas zaliczki/zapłaty i on wtedy nagle zaczyna marudzić jak to gdzieś ktoś to taniej miał, że ogólnie to mu mocno nie zależy, że gdyby to była jego decyzja to chyba by raczej w ogóle danej rzeczy nie robił…
Czemu ma służyć taka umowa z żałowaniem? Czy wysłuchanie tych dłużących się monologów sprawi, że ja zmienię zdanie? Że stanę się lepszym człowiekiem? Że następnym razem sobie odpuszczę? Że będę pracować lepiej, taniej, szybciej? Że następnym razem będzie po “twojemu”?
Jeśli się na coś godzisz, to na Teutatesa, zrób to. Zrób to w 100%. Chrzanienie od rzeczy i robienie czegoś na pół gwizdka nie ma żadnego sensu.
Robisz coś, albo nie – białe albo czarne.


zgadzam się w zupełności
ta część o marudzącym kliencie przypomniała mi inny wpis o rabatach
http://paweltkaczyk.midea.pl/2009/06/01/upust-za-co/
Dlatego ja więcej do takiego sklepu nie wracam jak nie muszę a klientów takowych “budżetowych” na drzewo od razu posyłam – szkoda naszego czasu, zapłacą wielokrotnie więcej bo jakość wykonania zlecenia (albo wierny klient który poleca sklep innym) to rzecz w którą trzeba zainwestować. Jaka płaca taka praca. A tacy “oszczędni” sami kiedyś zrozumieją swój błąd, bo to oni maja problem ;)
Na drzewo! ;)
Marudzić – rzecz ludzka :)