Fireballs spaliły Griffons 66 do 0

Na meczu byliśmy, okrzyki wznosiliśmy, zdjęcia robiliśmy… Nie było cię? Żałuj!
Od początku… Weszliśmy na boisko. Nagle rozległa się wspaniała mocna muzyka. Na boisko dumnie zaczęli wbiegać zawodnicy Fireballs. Tuż obok nich jechały głośne motory a za nimi odnowione Volkswageny. Wszystkim nam ciarki przeszły po całym ciele. Zapowiadał się wspaniały mecz.
Pierwsze sekundy meczu, niestety, zapowiadały nudy… Zawodnicy stali na boisku sprawiając wrażenie zgubionych. Tak jakby nie wiedzieli co się dzieje. Dotyczy się to obu drużyn, zarówno Fireballs jak i Griffons. Ale po minucie czy dwóch, chwilę przed pierwszym przyłożeniem, gracze pokazali, że jednak orientują się we wszystkim co się dookoła nich dzieje.
Zauroczyła mnie jedna rzecz w Fireballach. Dyscyplina. Gracze w bardzo zorganizowany sposób wbiegali i zbiegali z boiska. Stosunkowo szybko się ustawiali na swoich miejscach. Rozgrywka zdawała się brnąć szybko.
Podczas meczu pojawiło się dość dużo całkiem efektownych zagrań. Super tackle, piękne biegi, sprytne przejęcia piłki. Nie była to pierwsza liga, ale jestem pewien, że parę miesięcy bardzo mocnej pracy i pierwsza liga to będzie pikuś.
Pomimo tylu wspaniałych odczuć, muszę wspomnieć o słabościach. Ślepy nawet by usłyszał nieumiejętne kopnięcia. Nie zrozummy się źle, było kilka dobrych kopnięć, ale dłużej i lepiej pamięta się te, które nie wyszły. W jednym momencie wszyscy, jak jeden, chwyciliśmy się za głowy gdy Fireballe po przyłożeniu postanowili kopnąć za dodatkowy punkt. Piłka poleciała płasko uderzając innego zawodnika w plecy. Proszę was, nie stresujcie się! A na treningach (lub “po szkole” na podwórku) kopcie piłki. Kopcie piłki!
Druga rzecz, to niestety nieszczęsne rzuty. Piłka wielokrotnie leciała nieprawidłowo. Albo jej obroty były złe, albo nie była dorzucona. Pamiętajcie:
– cały czas patrz na cel
– wyciągnij lewą rękę (jeśliś praworęczny) ku celowi dla równowagi
– ciągnij łokieć potem zrób “siekierkę”
– piłkę wypuść “giętkim” nadgarstkiem tuż powyżej głowy podkręcając ją palcami.
Wszystko powinno wyglądać naturalnie i sprawiać wrażenie tańca ekstazy…

Cóż powiedzieć o Griffons… No, szans nie mieliście. Lecz nie poddawajcie się. Ciężko jest być drużyną niepopularnego sportu w małym mieście. Ciężko jest trenować zespół będąc jednym z graczy. Ale z drugiej strony łatwo narzekać, łatwo psioczyć, łatwo w połowie meczu leżeć i obgadywać przeciwnika. Czy pisać więcej?
Ostatnie “rady” :)
Drogi graczu Griffons 49. Biegaj. Unikaj. Nie rzucaj się na innych bo cię zabiją!
Graczu z Fireballs 64. Nie biegaj, po prostu wstań, rozłóż ręce i rzuć się do przodu. Co najmniej trzech się na tobie zatrzyma!
Zdjęcia przygotował Przemysław Jankowski http://www.jankowski.rox.pl/




























Kibic zapytał “ile jest?” inny powiedział “dużo do mało”
a ile było?
Dużo do Nic!
Taki sobie był ten mecz.
Zapamietam, postaram sie zrealizować! Problem w tym ze mnie strofuje staff trenerski ze mam biegac, wiec proboje realizowac::D. Miło usłuszeć pozytywną krytyke na temat gry. Co do rzutów powiem tak, ćwiczymy, ćwiczymy cały czas, ale dlaczego nie grać run-ów skoro co akcję zdobywa się 4-5 yardów. PO ubytkach w OL i RB nasz running game stracił na wartości(300y w meczu Pana z nr 1. robi wrażenie). Jednak mimo braków, naszym celem jest wygrywanie każdego nastepnego mecz. Mam nadzieję, że do zobaczenia na nastepnym meczu(13.06.09, Fireballs każdy mecz domowy gra na boisku Grunwaldu).
P.S. Szkoda, że głowne zdjęcie to ujęcie od tyłu!!
Absolutnie nie chcę mówić, żebyście nie biegali. Biegi bardzo fajnie się ogląda, są skuteczne, więc jak najbardziej. No, ale czasami trzeba podać :)
Co do zdjęcia, zrobiłem 6 zdjęć i mi baterie padły i byłem “skazany” na uprzejmość znajomych. następnym razem będzie więcej!
I był minimum 1 podanie na TD od 1 do 23, jeśli jeszcze jakies były to mi wypadły z głowy,( To much football with out helmet). Widać efekty nowego hobby pana kleszcza. Pozdrawiam!
Kilka sprostowań:
1. 49 to WR po prawej stronie, a HB to nr 20:).
2. Ciężko się gra jak zawodników drużyny przeciwnej jest 2x więcej, a do tego ma się w składzie 4 debiutantów.
3. Nikt nie płakał i nie psioczył, a w połowie meczu wskazane jest trochę odpocząć i pogadać. Jak byłeś zawodnikiem to powinieneś to rozumieć.
4. Ostatnie uwagę do nr 49 traktuję jak uwagę do nr 20. No i cóż by tu napisać?? Ciężko się biega jak ma się kontuzję i niemożna się rozpędzić. Na koniec chciałbym zauważyć, że nie docenia się wielu ludzi którzy umożliwiali Rafałowi takie biegi. No ale to w końcu uwagi specjalistów więc mogę się mylić.
Pozdrawiam.
Dzięki za strzał w kostkę o gracza z Kfa. Na szczęście to tylko skręcony staw skokowy, a mimo to grałem przez następne 3 kwarty. Dodatkowo od początku wasi gracze polowali na mnie czyli centra, na runningbacka, oraz na naszego Qb. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że wasze polowania miały się zakończyć wykluczeniem naszego gracza. Mam pytanie do gracza z numerem 62, dlaczego w drugiej połowie zamieniłeś się z kolegą pozycjami??? Ból głowy???
@#13: jestem pewien, że mówiłem o numerze 49. Taki niesamowicie chudy, wręcz anorektyczny.
Co do składu z 4 debiutantami. Każdy kiedyś zacząć musi. Uważam, że jeśli wytrwacie to będziecie godnym przeciwnikiem.
Trudno żebyśmy nie polowali na QB i RB skoro są w posiadaniu piłki:DDD Ale stwierdzenie, że miało to na celu wykluczeniem kogo kolwiek to gruba przesada, bo niby po co mielibyśmy to robić?
Co do zawodnika z 62, było to zagranie czysto taktyczne, nie związane w rzadnym stopniu z bolem głowy czy nie możliwością zablokowania jakiegos z graczy.
Dobra koniec tematu. Nie będziemy się psztykać jak dziewczynki, w końcu taka ta gra jest. Tak na koniec, jak masz jakieś uwagi co do mojej gry to prosiłbym o kontakt
j.helinski@interia.pl
Pozdrawiam
GO GAPS!!
#13 nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo się zdziwiłem gdy stając w lini ataku pokazując mojemu tacklowi ktorego zawodnika ma zablokować, zorientowałem sie ze pokazuje na Ciebie. Pare sek mi zajeło co QB robi jako OLB, już myslałem ze formacje pomyliłem:D Przeważnie def dla QB to jak woda święcona dla szatana. Szacunek za to!