Szczotka, pasta, kubek, ciepła woda
…tak się zaczyna wielka niekonsekwentna niejasność. Już w domu, zanim jeszcze wysłano mnie do przedszkola, dowiedziałem się, że zęby należy myć co najmniej dwa razy dziennie, za każdym razem szczotkując przez dwie minuty. Potem, w szkole, powiedziano mi, że szczoteczkę to trzeba wymieniać co trzy miesiące. Później jakaś dentystka mi powiedziała, ze najpierw myć zęby na górze, potem na dole. No i że ruchem kołowym szczotkować. A do tego jakieś dwa lata temu, telewizja próbowała mi wmówić, że to nie zęby a język wymaga szorowania.
Swego czasu po moich zębach śmigała szczoteczka elektryczna. Ach lenistwo… W instrukcji tejże szczoteczki napisane było “myć każdy ząb przez około 4 sekundy”. Szybki rachuneczek pamięciowy: Zębów w buzi jest ze 30. Około, bo jeden ma ubytki, a drugi jeszcze “nie zmądrzał”. 30*4=120, czyli 2*60, czyli 2 minuty. No pasuje jak w mordę strzelił. Poświęcając każdemu zębowi 4 sekundy, po dwóch minutach wszystkie będą oczyszczone. 4 sekundy na ząb to trochę więcej niż sekunda na jedną ściankę (bo faktycznie są trzy ścianki, do których dociera szczoteczka).
Wszystko super pięknie. Lecz…
Ile zębów na raz szoruje szczoteczka elektryczna? – jednego.
Ile zębów na raz szoruje szczoteczka “ręczna”? – co najmniej dwa.
Stąd wynika, że do dnia, w którym chwyciłem za szczoteczkę elektryczną, żyłem w kłamstwie. Skoro muszę poświęcać 4 sekundy na zęba, a zwykłą szczoteczką łapię 2-3 zęby na raz, to faktycznie na szczotkowanie nie powinienem poświęcać więcej niż minutę!
Ale to nie koniec mojego rozgoryczenia. Producenci szczoteczek mówią, że szczoteczka się “ściera” po trzech miesiącach. Że trzeba ją wymieniać 4 razy do roku, bo szczotkowanie 4 miesięczną szczoteczką nic nie daje i równie dobrze można w ogóle nie szczotkować. Producenci past do zębów krzyczą, że to pasta zajmuje się czyszczeniem zęba, i że to pasta zabija jakieś tam bakterie, które są początkiem problemów zębowych. Ba! Pasta to nawet po skończonym szczotkowaniu nadal pracuje i chroni naszą buzię. No a producenci szczoteczek wciskają mi szczoteczki z chropowatym garbem, żebym mógł sobie język czyścić, bo “80% zarazków nie znajduje się na zębach” a normalnym włosiem to po języku nie wolno pocierać! Jakby jeszcze tego było mało, producenci past do zębów wymyślają płukanki do czyszczenia GARDŁA! No i nici dentystyczne, specjalne wykałaczki, maści, kremy, odkamieniacze… tyle tego, że na umycie auta wystarczy!
Wizytacja u dentysty.
Od wielu lat każda moja wizyta u dentysty (z wyjątkiem jednego kanału, który jest pozostałością super-leniwego dzieciństwa) kończyła się w mniej niż 5 minut. Podczas każdej wizyty pani w maseczce, z wielkim zachwytem podziwiała moje zęby. Ale jak to możliwe? Na mycie zębów poświęcam około 40 sekund (tak, ze stoperem kilka dni stałem), szczoteczkę kupuję taką za złoty pięćdziesiąt, szczoteczkę wymieniam co około 18 miesięcy, nie używam płukanek ani nici…
(…) Bakterie żyją wszędzie tam, gdzie jest wilgoć. Pasta do zębów, owszem, zabija bakterie i zarazki, ale jak tylko weźmiemy kilka wdechów wracają one do naszych buź. Zatem za problemy zębowe nie mogą być odpowiedzialne bakterie! Więc skoro tak, to czy jest jakikolwiek sens kupowania pasty za 10, 5zł?
(…) Cały sens szczoteczki do zębów to jej włosie. Dzięki włoskom można pocierać po szkliwie i “rozkruszać” osad. Doprawdy – tak jak w przypadku miotły – nie ma różnicy czy jest nowa czy nie, dopóki włosie nie jest powyginane. Więc skoro tak, to czy jest jakikolwiek sens kupowania szczoteczki za więcej niż 3zł?
Jeśli wszystko to, co o higienie ustnej mówią reklamy i dentyści to prawda, to jakim prawem ludzie “w afryce” mają mocne, zdrowe, białe żeby?
Archiwa jak dbać o zęby