mBank znowu daje bobu
Niecały tydzień minął od opisanego już problemu z mBankiem, a już nowa ciekawostka się wykluła. mBank z ogromną niechęcią chce ludziom wręczać kredyciki, ale karty kredytowe to wciska na siłę. Przed “chwilą” skończyłem rozmowę z doradcą telefonicznym z tegoż banku. Zadzwonił aby się dowiedzieć, dlaczego jeszcze nie podpisałem umowy o kartę kredytową, którą nadesłali mi (ponoć) 3 miesiące temu. Powiedziałem, że nic nie wiem o żadnej przesyłce, więc przeczytał mi newralgiczne punkty przygotowanej umowy. mbank ot tak chce mi dać kartę kredytową z limitem 3 tyś zł. Wyśmiałem kolesia, bo postanowiłem być niemiły dla telefonicznych spammerów. W ten felerny piątek byłem mbanku także po to, aby zamówić kartę kredytową. Są gotowi dać mi kartę z limitem 40 tyś zł na słowo honoru. Poważnie! Wymianę informacji między doradcami z tego samego banku oceniam na 6+. Po zaakceptowaniu przez bank mojej petycji o wysoki limit na karcie kredytowej, dzwonią żeby podkreślić wyśmienitość oferty ze splunięcem…
Rozstrzał jest niesamowity. Przysyłają mi bzdurną umowę na 3 tyś, a jak sam zapukam do ich drzwi to nagle limit wzrasta do 40 tyś. Czegoś tu nie pojmuję. W dobie krysysu mam się cieszyć z kredytu na 2 tyś zł, a kartę kredytową, czyli kredyt na 40 tyś, dadzą od ręki i podziękują i ucałują.
Szukam fajnego banku, przyjmuję propozycje!
Archiwa kredyt w mbanku
W piątek musiałem udać się do banku w sprawie małego kredyciku. Skierowano mnie do doradcy, któremu od razu zadałem proste pytanie “jaka jest szansa na to, że za 15 minut wyjdę stąd z 2 tyś. zł?” odpowiedziała mi ta uprzejma pani, że kredyty do 5000 zł są wydawane na dowód osobisty niemal od ręki. Procedura jest taka, należy powiedzieć ile się chce, podać numer konta, na który pieniądze będą przelane, poczekać 30 minut, odebrać telefon i wszystko gra. Gdy odchodziłem od stolika, miła pani powiedziała “to może chciałby Pan kawy podczas czekania?” powiedziałem, że trucizn nie piję i że będę w pobliżu bo muszę skoczyć do sklepu. Poszedłem do sklepu, kupiłem zabawkę i zerknąłem na zegarek. Minęło 45 minut a nikt do mnie nie dzwonił. Więc pomyślałem – kij wam w pod oko, spadam do domu. Nagle, 9 godzin później, zadzwonił telefon.