Kucharz też naukowiec
Od zaprzeszłych czasów naukowcy, jak malarze odkrywani pośmiertnie, głodowali. Tak jak od pary kochanków oczekiwano, że naukowiec i nauka będą żyć z łączącej ich symbiozy. Ale najwyraźniej czasy prawdziwych naukowców już się skończyły. Bomba wynaleziona, Atom rozłupany, człowiek sklonowany, komputery oprogramowane… najwyraźniej nie ma już nic niesłychanego do odkrycia. Wyczyn naukowców z Portugalii to potwierdza.
“Szef kuchni”, Isabel Ferreira, wraz z pomocnikami z Uniwersytetu Porto w Portugalii mieli wspólne marzenie:
pracować z pełnym brzuchem, pić w pracy, i przerobić wysokiej klasy laboratorium na wielogwiazdkową restaurację.
Nareszcie im się udało. Odkryli bowiem, że marynowanie mięsa piwem lub winem pomoże nam uchronić się od raka. (link, tłumaczenie). I muszę zadać pytanie:
Czy na prawdę naukowcy powinni się zajmować kulinariami? Zapytajcie byle pierwszego prawdziwego szefa kuchni o mięso i alkohol. Powie on/ona, że do mięsa pije się wino, a marynowanie mięsa w alkoholu jest zabiegiem starym jak świat. Poprawia walory smakowe, pomaga w trawieniu i chroni przed choróbskami.
Jednakże najważniejszym elementem w całym tym odkryciu, jest nowa wymówka. Między północą a piątą nad ranem gdy z trudem, obchodząc cudzy blok pięć razy dookoła, wreszcie trafisz do własnego domu, utytłany i cuchnący, będziesz mógł z dumą i odwagą się wyprostować, i patrząc prosto w oczy jednej z żon stojących przed tobą powiedzieć: “no co, chceffsz ffffżeby męża (…) rak sżarł?”
Ergo Bibamus!


:DDDDDDDDDDDDDDD