Paraskewidekatriafobia
Paraskewidekatriafobia, czyli strach przed użyciem głowy i zwiększeniu sobie ilorazu inteligencji opętał prawie wszystkich. Nie wiem czy tak jest za każdym razem, czy może tylko tym razem, ale dziś na każdym kroku zabobonne matoły przypominały mi o tym, żebym nic nie robił, bo dziś w powietrzu lata magia przeszkadzająca we wszystkim.
Gdy siedziałem w poczekalni czekając na żonę ucinającą sobie wizytę z lekarzem (a trwało to z godzinę) w radiu non stop nadawali o piątku trzynastego. Z uporem maniaka osły przed mikrofonem nieudolnie starały się dowieść pechowości tej daty. Przez ponad 40 minut podawali z tyłka wyciągnięte, wciąż ciepłym smrodem parujące argumenty. Głupota tych głąbów doprowadziła mnie do stanu wyższego rozdrażnienia. Nie tylko dlatego, że gadali bzdury jakby to była 100% prawda, ale też dlatego, że skoro o tym mówili, to znaczy, że vulgus profanum chce tego słuchać.
Bardzo mnie dziwią ludzie. Z chwili na chwilę przeobrażają się z jednostek godnych chwały, z indywiduów w pełni mających kontrolę nad swoim życiem, z supermenów odnoszących sukcesy na każdym kroku, w przerażone łajno święcie przekonane o tym, że wyimaginowany ManBearPig dyrektuje ich krokami.
Zdecydujcie się. Albo jesteście silni – albo jesteście szmatami!


bo ludzie sa debilami
Ostro, za to celnie… :)