Sony lepsze od diety
Podczas tegorocznego Consumer Electronic Show nie było się zapierających dech w piersiach gadżetów. Producenci się pogodzili chyba z faktem, że nikomu ich produkty nie są potrzebne, albo uwierzyli w globalne okryzysowanie. Postanowili miast pchać technologię do przodu, cofnąć się o parę lat i ograniczyć zużycie energii. Nawet Sony, które w zeszłym roku zachwyciło mnie technologią OLED, w tym roku postanowiło cały świat olać zeszłorocznym organicznym moczem.
Sony jako jedyne na świecie prowadzi plac zabaw z technologią OLED. Te Organiczne Diody Emitujące Światło to całkiem ciekawa rzecz. Można taki OLEDowy ekran związać w kokardkę i nadal będzie prężnie pokazywał cokolwiek tam oglądamy. Jest cieniusieńki. Cały wyświetlacz ma grubość 0.9 mm – to tak jak kartka papieru niemalże. I najwyraźniej tu kończy się lista zalet tego wyświetlacza. Nie liczę oczywiście pro-Gore’owskich nowinek typu “o 40% mniej energii zużywa” ponieważ nigdzie nie doczytałem względem czego. Jest jednak jedna wyśmienita funkcja, z której, a dokładniej z dziennikarza o niej piszącego, należy się pośmiać.
Żurnalista pisze dla rp.pl: “… specjalne czujniki sprawdzają, czy ktoś patrzy na ekran…”. Najwyraźniej do pisania artykułów w tej gazecie wezmą każdego. Ich rozmowa kwalifikacyjna wygląda chyba tak:
rp: Znasz alfabet?
bezrobotny: tak.
rp: Jak damy mydło i wodę, umyjesz się?
bezrobotny: tak.
rp: o, fajnie
pracownik: dziękuję
Sony teoretycznie ma tę technologię, i teoretycznie mógłby ją wykorzystać, dowodem na to są reklamy uśmiecho-czułych aparatów. Ale wykryć czy ktoś patrzy? Tak to tylko potrafią reklamy w Raporcie Mniejszości. Dobra rada dla pana z rp.pl -> zanim napiszesz “artykół”, zapoznaj się z faktami.
Sony, owszem, zainstalował czujnik, ale nie sprawdza on oczu. Jest to najzwyklejszy czujnik ruchu podobny do tych, co są przy wejściach do marketów, czy przy garażach.
W zaprzyjaźnionym biurze, taki czujnik jest umieszczony w kibelku. Otwierasz drzwi, światło się zapala. Siadasz na sedesie, koncentrujesz się – cyk – brak światła. Trzeba pomachać, żeby wróciło. W łazience takie dowcipy są mile widziane, ale podczas oglądania muszą być bardzo męczące. Wyobraź sobie, że jesteś mocno przejęty wyczynami Myszki Mickey. Tak przeżywasz bajeczkę, że nawet oczami nie mrugasz. A tu nagle -cyk- brak wizji.
Czy Sony chce nas zachęcić do skakania na skakance podczas oglądania?

