Wykopali, zakopali, bo życia nie mieli…
Nie lubię serwisów typu twitter, digg, wykop. Wydają mi się one bardzo denne. Rozumiem po co są, wiem kto na tym zyskuje, ba – nawet mam do nich ikony pod wpisami, ale nie potrafię się do nich przekonać. Dziwią mnie bliperzy i del.icio.usowie maniakalnie dodający “do ulubionych” to, co na Necie im pod myszkę wpadło. Ale nie należy mieć zdania na temat spraw, o których się nie ma zielonego pojęcia, więc postanowiłem wyrobić sobie “prawdziwą opinię”. Poeksperymentowałem. 4 z ostatnich 5 wpisów wrzuciłem do wykopu i patrzyłem na to co się dzieje.
Są tacy, to nie żart, dla których wykop jest centrum życia! Najlepszy czas reakcji na mój wykop osiągnął jakiś zagorzały fan startreka, który po zaledwie 4 minutach wykopał (jak rozumiem, to jest pozytywna rzecz) moje znalezisko! Chwilę po nim, pojawiło się równoważące zakopanie, a w ciągu pierwszych 20 minut pod moim znaleziskiem było już 13 zakopów i 1 wykop. Gratuluję wykopowiczu – jesteś oficjalnie pozbawiony znajomych :)
Druga ciekawa sprawa, to zachowanie wykopowicza. (wniosek oparty o nie tylko moje znaleziska) Jeśli natrafi on na nędzne znalezisko, rychło daje minusa. Ale jeśli znalezisko jest fajne lub nijakie, to nie robi nic. Tak jakby jego jedynym celem życia było wyplewienie badziewia i pozostawienie reszty bezpłciową. Wydawało mi się, że ocenianie winno działać w obie strony. Jeśli fajne – plusa, jeśli nędzne – minusa… Choć nie zapominajmy, że podchodzę do sprawy z wielkim uprzedzeniem, więc może za mocno się czepiam.
Kolejną ciekawą rzeczą jest “stały efekt”. Spodziewałem się, że dzięki wykopaniu kilku artykułów, ruch na moim blogu się zwiększy. Miałem taką nadzieję, bo przecież musi się znaleźć gdzieś ktoś kto mnie nie zna, a kto z wielką ciekawością i ekscytacją będzie czytać moje klepaniny. A tu nic. Owszem, te 20 osób co tu przyszły i dały minusa, jednorazowo zostały w statystykach odnotowane, ale już więcej nie wróciły.
I ostatnia sprawa. Wygląda na to, że zagorzali “wykopowicze” co chwilę, nawet o 1 nad ranem, sprawdzają najnowsze wykopy i natychmiastowo do nich lecą. Zaznajamiają się z zawartością i oceniają a nawet czasami komentują. Kurcze. Wpisy czasami są nudne, czasami długie, czasami beznadziejne. A oni to czytają i się ustosunkowują. Jest to dla mnie coś takiego, w co nie chcę się zagłębiać bo obawiam się, że nabawię się schizofrenii.
No i mój własny wniosek, od strony chęci wypromowania siebie:
Serwisy “bookmarkujące” Internet są Ble! Wymagają bardzo dużo pracy i przynoszą kolosalnie niewymierny efekt. Żeby się wyreklamować na takim wykopie, to trzeba mieć kilkadziesiąt aliasów i oszukiwać, wielu znajomych i oszukiwać, albo pisać o rzeczach wspaniałych i wtedy nie trzeba nic robić, bo ktoś to w końcu sam znajdzie i dla mnie – za mnie – sam weźmie i wykopie.
No i mój własny wniosek, od strony wykopowicza:
Teraz to już oficjalnie, drogi wykopowiczu, nie masz życia. Jeśli się nie zmienisz to umrzesz w samotności jako stary kawaler/stara panna. Wyjrzyj przez okno, zapukaj do sąsiada, kurcze – kup popcorn, skrzyknij parę osób i włącz telewizor. Każda z powyższych rzeczy jest lepsza, od “bezinteresownego zakładkowania” Internetu.
Dixi.


Jeśli się odpowiednie skonfiguruje oraz przefiltruje podawaną treść do interesujących nas dziedzin (aby ilość informacji nas nie przygniotła) – to może być całkiem użyteczne narzędzie w poszukiwaniu “nowinek”. Momentami korzystam.